Locus solus
 
miejsca i rzeczy niezwykłe
Zawartość  
  Strona startowa
  Kontakt
  Księga gości
  sterowce
  Forty Poznania
  Fortyfikacje Komarno
  Maszyny wojenne
  Zwierzęta na wojnie
  Jest takie miejsce ... - Kraków
  Biedrusko - Warthelager
  Radojewo
  Szeląg
  Poznańskie mutacje
  Poznańskie Zakłady Fotograficzne
  Nie widziałem tak wielu browarów ...
  Koszary Poznania
  Wielka ucieczka - Żagań 1944 - 2009
  Dni Ułana
  Wielka Wojna 1914 - 1919
  Fort VIIIa (Rohr) - Rekonstrukcja
  Międzyrzecki Rejon Umocniony
  X Dni Twierdzy Kotrzyn
  Przełamanie 2010
  Lazarety Twierdzy Poznań
  Owego dnia na Rynku w Poznaniu
  Poznańskim szlakiem Edwarda Stachury
Poznańskim szlakiem Edwarda Stachury
Edward Stachura odwiedzał Poznań i poznańskich przyjaciół na szlaku swoich wędrówek po Kraju.
Poetę - Wędrowca gościły : Dworzec Główny, mieszkania jego Przyjaciól, szpital przy ulicy Szpitalnej oraz Podstacja Pogotowia Ratunkowego przy ulicy Kasprzaka.

Chcący prześledzić kroki Steda po Naszym Mieście może podążać niniejszym szlakiem:

Dworzec Główny był zapewne najczęściej odwiedzanym przez Steda poznańskim obiektem


Edward Stachura tak wspominał Poznan w swoich "Dziennikach":

2 VIII 72

 Poznań. Spanie w willi za miastem. Rano rozmowa z gospodynią.

Dlaczego Władek albo Pan nie żeni się z N. Przecież dziecko musi

mieć ojca. I tak dalej.

         Z nogą niedobrze. Ropieje. Pojechałem na Wybickiego 16 m. 9.

Maciej [Ryfa] jutro kończy robotę. Powiedziałem matce jego, że czekam

O 18 w MPiK-u.

          Do Witka [Wincenty Różański]. Jest. Dałem mu kurtkę mexykańską. Witek w świet-

nej formie. Biorę go jutro ze sobą do Wrocławia. Na opatrunek z no-

gą na pogotowie. Kasprzaka 16. Babaluj zrobiła mi opatrunek. Nie

przemyła rany. Nic. Zastrzyk przeciwtężcowy. Upadł jej bandaż

na brudną podłogę. Nic. Nie wzięła nowego bandaża. Związała mi

nogę tym bandażem, tak jak chłop świnię w worku. Straszliwa, prze-

rażająca niefachowość. Zatkało mnie tak, że nie protestowałem.

Przypomniało mi się pogotowie w Oslo. Tamto i to, to są dwie wiel-

kie różnice. Albo trzy.

           Witek :

- Cały czas myślałem, co ci powiem, jak przyjedziesz. I wymyśli-

łem, że ci powiem, że tak tu na tym rogu wegetuję.

    Czekamy z Witkiem w MPiK-u na Miszę Ryfę Macieja. Przy-

Szedł M. Idziemy na Bystrzycką.

    Byłem niezawodny, czego nie można powiedzieć o M., o N. i Wig.

Witek był też niezawodny, a zwłaszcza Szczęsny.

    Wracamy pieszo po nocy.

    Witek:

- Pies szczeka.

    Ja:

- Pies szczeka, inzynierowa w niepokoju, mąż na delegacji, bu-

chalter drapie się w pięty, panna Janina przewraca się na lewy bok,

a my idziemy jak ci straceńcy z nienakręconego filmu.

             Nigdy więcej do tej pięknej willi.

Dzisiaj zobaczyło się jedno z oblicz tej nieskończoności. Kurewskie!"

" Poznań, 3 VIII [1972]

            Dzień piękny z Witkiem i Szczęsnym Górskim. Byliśmy u Ildka

Houwalta. Kupiłem mały obrazek za 100 zł i dałem 500 zł zadat-

Ku za Zielonego Bazyliszka (1500 zł). Rozmawialiśmy kilka godzin.

O halucynacjach w życiu i realizmie w malarstwie (sztuce).

    FARA. Kaplica wiecznej adoracji – modlenie głośne odbywało się.

    Do Fabula rasa – wprowadzić kącik: Porady praktyczne.

    Np. na pocenie się nóg – nie myć ich mydłem, tylko ciepłą wodą.

    Najlepsza pozycja na głodówkę: leżeć na brzuchu. W tej pozycji

  głód najmniej dokucza."

 


Niedaleko, przy ulicy Wodnej 23 pod numerem 9 miał swoją pracownię Ildefons Houwalt:






Poznańskie wędrówki Edwarda Stachury znajdowały szczegółowe odbicie w jego "Dziennikach":

2 I 1973

             Rano do hotelu przyszedł Witek. Witek w szpitalu

 na Szpitalnej, ale wychodzi codziennie na przepustki.

            Przenoszę się na Lubeckiego 16 m. 2, do Jurka S.

            Cały dzień z Witkiem. 3 wiersze Witka. Na 18ºº Witek wraca do

Szpitala. Szukam kąta do roboty. Nieprzytulna kawiarnia „Literacka”

zamknięta do 4 I.  W „Ratuszowej” nie ma miejsca. Na do-

le jest, ale za gwarno i za duszno, i nie podają herbaty, tylko wino. Jest

grzane wino i gdyby było miejsce w kącie, zostałbym.

            Idę do Ildka Houwaldta na Wodną 23 m. 9. Pracuję 2 godz. U Ildka.

Przed 21 ºº jedziemy na Osiedle Warszawskie do Kosteckich. Choroba

W domu. Wracamy. Żegnamy się. Idę na ul. Nad Wierzbakiem 10/2.

Rozmawiam z matką Małgorzaty. (...)

             Przed 23 ºº jestem na Lubeckiego 16/2 u Jurka S. Jakiś chłopak

 z dziewuchą „w domu”. Ale miesca w domu jest b. dużo. Pracuję do 3 nad ra-

nem. Ciągnę 6 odcinek Wszystko jest poezją . Z Witkiem byliśmy u jeg-

go znajomej studentki z PWSSP II rok Ewa. (...)

 

3 I [19]73

            Pracowałem nie do 3, a do 5 rano. Spałem do południa. Nie mia-

łem sił wstać, choć młodzian obudził mnie o 10, tak jak go prosiłem (...).

    Do Witka do szpitala już nie pojechałem. Chodziłem po mieście.

O 14 ºº do [...] na spotkanie z Ildkiem. (...) Idziemy do „Ratuszowej”, do piwnicy

schodzimy do winiarni. Grzane wino z goździkami i cukrem. Dobre

jest. (...)

    Polo-cola w BWA. Ma smak, mówi Ildek, pasty do butów roz-

puszczonej w terpentynie plus parę kropli wody kolońskiej. (...)

            Wykład specjalny Ildka dla mnie:

    Są pewne ideały, sprawy zamknięte, których nie można kontynu-

ować, bo dalej nie można iść. Jeśli chodzi o rysunek, to rysunek

główny Jana Holbeina Młodszego. Ideał. Sprawa zamknięta. Jeśli

idzie o światło (i światłocień, a więc i kolor) – to Rembrandt. Sprawa

zamknięta. Jeśli idzie o malarstwo al prima (od razu trzasnąć), to

Hoggart – Anglik z XVIII w. Jeden obraz Dziewczyna z krewetkami.

Szczyt alprimowego malarstwa.

    Jeśli idzie o rytmikę – Botticelli Primavera. (...)

             Potem o 19 poszedłem do MPiK-u. W toalecie wypra-

łem chusteczkę. Numer z niezamykaniem toalety na klucz, żeby

dwa lub trzy razy nie płacić. Bufet czynny tylko do 19. Klub do 21.

Po 20 przyszedł Jurek Satanowski i poszliśmy zjeść do „Piasta”.

Ajencyjna restauracja. B. dobre jedzenie. Jadłem żołądki.

    Potem na Lubeckiego. Proacowaliśmy do 4 rano. Funkcje do Ana-

temy. Jeszcze trochę czytałem. Zasnąłem o 5."

 

Jednym z przyjaciół Edwarda Stachury był poznański poeta Andrzej Babiński. Stachura w swoich "Dziennikach" wspomina odwiedziny w domu przy ulicy Nad Wierzbakiem.




      Andrzej Babiński poświęcił w 1969 roku Edwardowi Stachurze wiersz:

"Serwis nieba w odblaskach"

                                   Edwardowi Stachurze

AZJO stacyj benzynowych pod lasem, (benzyna) Alaska
Alaska złota, Alaska chodników
a na migi migotliwa jaskółka stołeczna
Jaskółko -
z kobiecym skrzydłem i szczegółem
twój świr objawia się i zlustrza
ty woda,
ty jak grota jasna - ja chmurny już chmurę mam
za zabytek
...słychać gotycko sklepiony pantofelków stukot
na hymn nawlekasz każdy szept i szelest
- boska
Gdzie są arki Noego gołębi
które pod skrzydła biorą grzmot
i grzmią?

a później pożegnał zmarłego tragicznie Przyjaciela wierszem:

"Nad grobem Stachury"

1
Pod ramię własne sięgam jak wodospad po koryto i głaz...
Ani jeden uścisk, pocałunek w usta
co oddech zmilczy
Ani jeden kamienny mur co cię na duchu dźwignął

już nie podźwignie
Ani jeden głos z przestrzeni co się do życia budził

już ciebie nie dojdzie
Ani już jeden kwiat, co ci twarz malował i oczu budził

już ci nigdy nie zakwitnie
Ani jeden szumny las piersią męża cię nie ogrodzi i osłoni
Ani jeden w końcu gad cię nie ugryzie
Ani jeden dziewczęcym okiem wodny staw

mrużenia rzęs ci nie uspokoi
I ani też pieśni, pieśni ślad za tobą nie nadąży
Ani jeden sen marmurów najwieczniejszych cię nie obudzi
Ani jeden wiersz co w tobie żył i ptak co w tobie śpiewał

nie poda ci zewu
I tylko wieczność żałobnym rąbkiem sukni cię dotknie
Przez to, przez to jedno,

że byłeś sobie własny

sobie własny
ale wiem

to wrodzone serca ziem i klimatów cię zdradzały
Przyjąć chciej hymny od ziem
grób swój własny
Skoroś kiedyś był na ziemi
Przyjąć chciej nie odechciej
Lecz zamyśliłem się nad tym
     pośmiertnym kwiatem
Zamyśliłem się zastępując
     ci drogę dalej
Obecny w świątyni Bóg zwątpił sam w siebie

2
utracić tak życie że połamane ręce i kości zobaczyć
na papierze, utracić daty, połączenia pociągów i rodzeństwo
nic nie mieć prócz wierszy, utracić twarz w lustrze
zobaczyć się w obłędzie. Podnieść się, odrestaurować
skleić się, wskrzesić
i mieć dalej serce, wielkie serce

3
Utraciłem przyjaciela. Teraz jestem przydrożnym
kamieniem. Być nim nie chcę. Podłożę pod niego całą

ziemię
ze swoim otartym sercem. A z żalu nie zmartwychwstaniesz.
Ale m ę ż n e lasy wyjęczą twój grób (jodła, świerk
jedlina i położę ci przydrożny kamień)
A życie jest długie. Najstraszliwiej wielkie. Żadna góra
Mount Everest, żadna rzeka: Amazonka, Ob, Mississippi,

La Plata,
żaden step, stroma ściana, ani nawet Ocean Indyjski
czy Spokojny, ani nawet caluteńka Euroazja nie są
większe od rozmiaru jednego życia
gdy rozewrzeć ramiona

- ty to znałeś
(a ja będę miał grób w Oświęcimiu)

       Andrzej Babiński w 5 lat po śmierci Stachury popełnił samobójstwo skacząc do Warty      z ówczesnego Mostu Marchlewskiego (obecnie most Królowej Jadwigi).
      Na cmentarzu Junikowskim można złożyć hołd Poecie spoczywającemu w kwaterze 35.







               Wincenty Różański należał do grona poznańskich Przyjaciół Edwarda Stachury. Witek stał się bohaterem utworów Steda.



Poeci spotykali się w górczyńskiej "posiadłości" "Witka".

 


    Wincenty Różanski pożegnał Przyjaciela wierszem :

 *

*            *


                                                            Pamięci Edwarda Stachury



bez ciebie na świecie czegoś brak

jak wieży kościoła nad padołem

leżysz u sufitu z zaciśniętą krtanią

w próżni kołujemy

potęgowa z tobą wyjdzie na pastwiska niebieskie

naszykuje ci lebiody

byli tacy co rodzili się i umierali

ty byłeś tym którym i tego było za mało

ty jesteś w moim życiu

twoje myśli są moimi

ruszaj się sted idziemy na piwo

został tylko szalik po tobie

który ci dobrze życzył

i przyjaciele którzy tęsknią za tobą

tu na ziemi

pokój z tobą kolor z tobą

wszechstronna cięciwo mego serca


    *

  *             *


co policzone to pozostanie

co chmurą uszło deszczem urodzi

za oknami śnieg

z drewna w ciało i oddech

i w cienie dzielnic zmęczonych ptaków

parki zostały ogień westalii

sanie i zwierząt straże

w odkrywających się chmur drogowskazach

mój ojciec sen

od pagórków do płócien ręce złożone

oddech szumi jak przechodzień

drzewo czarne i białe

pustkowia dęby i sarny

może kamień wypowie słowo gdy kamienieje głowa


  *

  *             *


dawno już bym przestał pisać

gdyby nie okno

które pachnie tajemnicą

otwieram je codziennie

i dziwię się światu

za oknem literatura

w mojej głowie natomiast

blichtr i politura

czasem widzę czyjes oczy

pomocy wołające

zamykam okno

i schylam się nad manuskryptem

tam też nie znajduję pomocy


  *

  *             *


cmentarzami szła droga do nieba

i lasy śpiewające

pies szczeka do drzewa

na kominie bocian kulejący

wierzba idzie przez pole

koń zasnął przy żłobie

sztachetami odmierza wieczność

noc przy polnej drodze

żur w garnku się warzy

szwagier w krawacie

a stodole się marzy

gospodarz przy kieracie

to co za nami

to już było

na wiejskim podwórku

sterczy z miasta ryło

 
  *

  *             *


otwórz moje oczy

na świecie jasno

wędrują zwierzęta

przebudzony wyciągam rękę

by dotknąć świata

świat ucieka

zapisuje nienazwane

to co mnie oznacza

wszystko jest nazwą

jak nazywa się świat

dotąd nie wiem

 

 sam spoczął na cenatrzu Miłostowskim ...

 













Edward Stachura zetknął się również z poznanńską "Służbą Zdrowia" - a to jako pacjent
Poradni Chirurgicznej przy ul. Kasprzaka







a to odwiedzając Przyjaciół w Klinice Psychiatrii przy ul.Szpitalnej

 

Aktualizacja  
  12. 08.2011

* Poznańskim szlakiem Edwarda Stachury
 
Reklama  
   
Stronę odwiedziło 26050 odwiedzający
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=